Zaczęliśmy w piątek. Stwierdził, że jego największym wyzwaniem jest moment zapoznania się. O ile na etapie spotkań/randek czuje się swobodnie, o tyle kwestia rozpoczęcia znajomości.. leży i kwiczy : )
Za każdym razem gdy pokazywałem mu okazję, gdzie mógłby z kimś porozmawiać, dziwnym trafem brakowało mu pomysłu, aby coś powiedzieć. Twierdził, że ma pustkę i nie wie, jak zacząć, jak rozpocząć.
Bardzo szybko okazało się, że dolega mu.. perfekcjonizm!
Jedną rzeczą jest zwykłe rozpoczęcie rozmowy, a inną rzeczą jest idealne rozpoczęcie rozmowy!
One są od siebie tak odległe jak czekolada i schabowy. Pozornie mają coś wspólnego, ale w rzeczywistości to zupełnie inne posiłki.
Zapewniam Cię, że gdybyś po prostu chciał rozpocząć rozmowę, to miałbyś do wyboru przynajmniej kilkanaście-kilkadziesiąt tematów, do których możesz nawiązać.
(Ta reguła jest uniwersalna, działa zawsze i wszędzie. Dziesiątki razy zdarzyło mi się ją udowodnić podczas kursów jako prawdziwą – nie ważne czy siedzieliśmy w kawiarni w Sopocie, na dworcu w Katowicach czy galerii w Londynie).
Jednak jeżeli ktoś wpadł Ci w oko, a Ty nie masz przynajmniej kilkunastu pomysłów na rozpoczęcie rozmowy to znaczy, że… włączył Ci się perfekcjonizm!
I wówczas nie możesz już powiedzieć, że chcesz pogadać, to już nie jest prawda
Prawdą jest, że chcesz oczarować, dobrze wypaść, zrobić wrażenie, zainteresować, zapunktować, przekonać do siebie itp.
I właśnie dlatego nie wiesz, co powiedzieć! Wszystko wydaje się słabe, głupie, niewystarczające czy potencjalnie ośmieszające.
A przed czym chroni nas perfekcjonizm? Kto wie?
Przed wstydem!
Chcesz, aby to zagadanie było idealne i perfekcyjne, aby przypadkiem się nie ośmieszyć.
Wychodzi na to, że wcale nie chcesz po prostu pogadać, tylko nie chcesz wyjść na dziwnego typa 🙂
I my to musimy zobaczyć. Każda prawdziwa praca nad sobą zaczyna się zawsze od powiedzenia sobie prawdy.
Jeżeli pominiesz ten jeden element, to przez lata będziesz pracował nad tym, co nie jest prawdziwą przyczyną (np. jak zagadać), zamiast nad prawdziwym źródłem problemu (lęk przed ośmieszeniem się).
Czyli prawdziwa praca nad problemem z zagadaniem to praca nad pragnieniem zrobienia wrażenia, lekiem przed odrzuceniem i perfekcjonizmem (lękiem przed zawstydzeniem się).
Zaproponowałem, aby spojrzał inaczej na funkcję, jaką ma rozpoczęcie rozmowy
Do tej pory wierzył, że funkcją słów, od których rozpoczyna znajomość, jest sprawienie, aby kobieta go polubiła, że od tych słów zależy czy będzie chciała poznać go bliżej
Wówczas całkowicie zrozumiałe jest, że chce zacząć w zabawny, kreatywny i elokwentny sposób.
Jednocześnie w tym samym momencie wybiera porażkę, bo gdy odczuwa stres (z chęci zrobienia wrażenia) nie ma dostępu do twórczej kreatywności
Powiedziałem mu, by inaczej spojrzał na funkcję zagadania. Nie jako zrobienie wrażenia, tylko narzędzie do zwrócenia uwagi, skierowania uwagi na siebie, nic nieznaczącego zapoczątkowania konwersacji.
Wówczas to nie musi być kreatywne, ani zabawne, ani nawet sensowne. Wystarczy, że nie będzie w żaden sposób obraźliwe czy agresywne.
Nagle okazuje się, że można powiedzieć lub nawiązać do wszystkiego: tramwaju, ulicznego grajka, chmur na niebie, książki w ręce, napisu na koszulce czy kwiatków, które rosną w pobliżu.
Przecież to ma tylko rozpocząć rozmowę, a nie zrobić wrażenie. Od tego momentu nie musi być idealne ani perfekcyjne! Od tego momentu cokolwiek powiesz, w zupełności wystarczy. Przecież po chwili i tak temat zmieni się wielokrotnie.
Doświadczył tego, gdy po kilku minutach planowania i zastanawiania się nad tym ‚co powiedzieć’, okazało się, że dziewczyna jest z Kostaryki, nie mówi po polsku i cały wcześniejszy plan rozmowy nie wypalił, bo trzeba było zacząć improwizować 🙂
Finalnie zobaczył jak wielkim ograniczeniem jest szukanie idealnego/perfekcyjnego rozpoczęcia. Bywały momenty, że przeszliśmy całe centrum i minęło nas kilkaset osób, a on cały czas nie miał pomysłu jak zacząć 🙂
Odbył niecałego 10 rozmów i wróciliśmy do domu, aby się zregenerować.
W międzyczasie odkryliśmy jeszcze jedną (ogromną) blokadę.
Zrozumiał, że nie dawał z siebie 100%, że z jakiegoś powodu nie chciał się zaangażować w te rozmowy.
I wtedy przyznał się, że nie pogodził się z odejściem ostatniej partnerki. Wciąż podświadomie liczył, że coś mogłoby z tego być.
Dlatego nie chciał się zaangażować w nowe znajomości, bo to oznaczałoby całkowite zakończenie poprzedniego tematu
Powiedziałem mu, że czas podjąć jakąś decyzję, w lewo albo prawo, bo brak decyzji też jest decyzją
Stwierdził, że jest już gotów, aby pogodzić się z tym, co się wydarzyło i pójść do przodu
Przed pójściem spać mieliśmy jeszcze jedną objawiającą rozmowę
Zrozumiał, że sam wybiera kobiety, które nie wiedzą, czego chcą i bywają nieuczciwe, żeby potem go odrzuciły, bo dzięki temu może poczuć emocje, których nie przerobił w relacji z mamą.
Wyobraź sobie, jak dziwnie to brzmi, gdy ktoś Ci mówi:
„Ty chcesz być odrzucany. Szukasz kobiet, które Cię odrzucą. Nie zależy Ci na dojrzałej i zdrowej relacji, wolisz sobie pocierpieć”
Na początku pojawia się opór. Jednak gdy prześledzimy swoje decyzje i wybory, okazuje się, że wszystko składa się w całość.
Przypomniało mu się, że już na początku jednej z relacji zauważył u kobiety oznaki bycia nieszczerą (wspomniała, że oszukiwała byłego chłopaka), ale machnął na to ręką w nadziei, że jakoś to będzie 🙂
(Oczywiście nie było i jego też to spotkało. Przypadek czy może jego wybór?)
Poszliśmy spać