IMG_3211-kopia

Stres wynikający z poznawania czy rozmawiania z kobietami wynika z tego, że chcemy pokazać swoją wartość, chcemy, aby nas polubiono i zaakceptowano.

"Nie trzeba kombinować"

Gdy otwierasz się przed innymi mężczyznami i dzielisz tym, co do tej pory trzymałeś dla siebie, ten wewnętrzny ciężar się zmniejsza i łatwiej jest sobie z nim poradzić.

Dziękuję za udział w sylwestrowej edycji Męskiego Obozu! Gratuluję postępów!

Oto krótka relacja, gdyż nie sposób ująć wszystkiego, co wydarzyło się w te 4 dni – ogromu naszych rozmów, pracy z emocjami oraz interakcji ze wspaniałymi kobietami, które towarzyszyły nam w tej podróży!

DZIEŃ I - "Im mniej mi zależało, tym lepiej wychodziło"

Gdy już zameldowaliśmy się w mieszkaniu, zaczęliśmy od rozmowy, podczas której ustaliliśmy zasady – pełna akceptacja siebie, zero konkurowania, przyzwolenie na bycie sobą oraz całkowita otwartość emocjonalna.

Ustaliliśmy, że będziemy się wszystkim dzielić. Tym jak się czujemy i przez co przechodzimy. Wyjaśniłem, że będziemy pracowali na 3 poziomach:

  • praktycznym, tj. trening rozmawiania i przełamywania się z kobietami,
  • mentalnym, tj. wykłady i rozmowy coachingowe,
  • emocjonalny, tj. oswajanie się z lękiem, oporem i innymi blokadami.

Omówiliśmy 7 uniwersalnych zasad, które zawsze prowadzą do udanych relacji z kobietami oraz wyznaczyliśmy plan zajęć na pierwszy dzień.

Skupiliśmy się na treningu wykazywania inicjatywy i odpuszczeniu chęci, aby dobrze wypaść.

Ustaliliśmy, że stres wynikający z poznawania czy rozmawiania z kobietami wynika z tego, że chcemy pokazać swoją wartość, chcemy, aby nas polubiono i zaakceptowano.

Dlatego uczestnicy otrzymali zakaz (na cały okres trwania kursu) robienia czegokolwiek, aby kobietę do siebie przekonać, zrobić wrażenie czy sprawić, aby nas polubiła.

To wprowadziło ich w konsternację. Żartowali, że ‚wszystko im zabrałem’ i jak teraz mają rozmawiać z kobietami, jeżeli nie mają zabiegać o ich względy? 🙂

Te wnioski były dla nas bardzo odkrywcze. Dzięki temu już w pierwszy dzień uświadomiliśmy sobie gdzie leży przyczyna dotychczasowych niepowodzeń – w naszym ciągłym staraniu się, aby dobrze wypaść.

Wyszliśmy z mieszkania i następnych kilka godzin ćwiczyliśmy przełamywanie się (w oparciu o zasadę win-win, tj. bez gierek, trików i manipulacyjnych sztuczek).

Każdy przełamał się co najmniej kilka razy, a pod koniec usłyszałem kluczowy tego dnia wniosek:

Im mniej mi zależało, tym lepiej wychodziło’

Brawo! Właśnie o to chodziło! Jednak klucz leży nie w intelektualnym zrozumieniu, bo o tym wie każdy z nas. Realna wartość jest tylko wtedy, gdy faktycznie tego doświadczymy, a nie tylko o tym mówimy, czy czytamy.

Wróciliśmy do domu i do późnej nocy rozmawialiśmy na wszystkie ważne dla mężczyzny tematy. Uczyliśmy się również oswajać z emocjami. Szukaliśmy w sobie wszelkich napięć, które pojawiły się w ciągu rozmów z kobietami, aby nauczyć się jak je neutralizować.

DZIEŃ II - "Nie trzeba kombinować"

Rozpoczęliśmy dzień od rozmowy o tym, jak przebiega ten proces. Wyjaśniłem, że całkowicie naturalnym jest uczucie chaosu czy wewnętrznego ‚placu budowy’. Moją rolą jest podważyć i zakwestionować to, w co wierzą na temat siebie, związków, atrakcyjności, kobiet czy miłości. To oznacza, że zanim człowiek osiągnie sukces w dowolnej dziedzinie, mus się najpierw odczarować i wybudzić z wielu iluzji, w których do tej pory żył.

Ten proces nie jest przyjemny, ale innej drogi nie ma 🙂

Zauważyliśmy, że powracającym tematem było poczucie braku bezpieczeństwa. Z tej okazji zrobiliśmy sesję uwalniania emocji, aby się temu przyjrzeć. Zakończyliśmy ją bardzo efektywną wizualizacją.

Ustaliliśmy, że tego dnia będziemy pracowali nad wewnętrznym luzem oraz pozwoleniem sobie na bycie bardziej niepoważnym. To absolutny fundament i podstawowy wniosek z mojej kilkunastoletniej pracy – za mało luzu i za dużo powagi!

Po porannym wykładzie nadszedł czas na praktykę. Dzień składał się z 3 „rund” po kilka godzin. Dwie pierwsze spędziliśmy w jednej galerii, a trzecią w centrum miasta.

Po każdej siadaliśmy razem i wyciągaliśmy wnioski, dzieliliśmy się przemyśleniami i pytaniami.

Podczas pierwszej dominował chaos, niechęć i opór. Ta część dnia była dla każdego trudna. Z uczestników wychodziły różne emocje, opory i frustracje. Tym samym mieliśmy okazję, aby w praktyce nauczyć się, na czym polega metoda akceptacji emocji.

W trakcie pierwszej przerwy poruszyliśmy kilka bardzo głębokich tematów, które bardzo zmieniają perspektywę. Dotyczyły zarówno poprzednich uczestników oraz ich wyzwań, jak i moich osobistych przeżyć. Dzięki temu uczestnicy nabrali dystansu do emocji i ujrzeli głębszy sens naszej pracy. To dla mnie bardzo ważne, aby jak najszybciej przestać traktować siebie, związki i kobiety w powierzchowny sposób, ponieważ pod powierzchnią kryje się nieskończenie piękna i fascynująca głębia!

Podczas drugiej części pojawiło się już więcej luzu i pierwsze efekty. Wykazywali więcej inicjatywy, pojawiły się też pierwsze żarty i wygłupy jak np. te pod jemiołą, która była zawieszona w galerii (gdy zauważyliśmy, że jakaś para lub dziewczyna pod nią przechodziła, śmialiśmy się, że musi teraz jak najszybciej kogoś pocałować, aby mieć szczęście w nowym roku 🙂 ).

Pod koniec drugiej „rundy”, gdy jedliśmy wspólny obiad, rozmawialiśmy o mitach dotyczących tzw. mężczyzn alfa, twardzieli, zamożnych i tych bardzo przystojnych. To bardzo ważne, aby zrozumieć, że kluczem jest to, jacy jesteśmy w środku, bo reszta to często gra pozorów. Mężczyźni, którzy swoim wyglądem i statusem stwarzają wrażenie doskonale radzących sobie z kobietami, często są bardzo nieśmiali i zblokowani. Jednocześnie inni, którzy nie wyglądają jak przysłowiowe ‚ciacho’, dzięki temu, że są wyluzowani, pewni i charyzmatyczni, doświadczają wspaniałych relacji z kobietami.

Trzecia runda była najbardziej odkrywcza. Prawie wszyscy zrealizowali poprzeczki, które na ten dzień wybrali.

Każdy wielokrotnie się przełamał. Padło również najważniejsze tego dnia stwierdzenie:

Nie trzeba kombinować”

Jeden z uczestników doznał olśnienia, na które zawsze wyczekuję! Po rozmowie z kobietą, w której nikogo nie grał, uświadomił sobie, że kombinowanie jest całkowicie niepotrzebne. Tylko przeszkadza i wszystko utrudnia.

Miałem również okazję podzielić się sposobem, w jaki postrzegam kobiety. Widzę w nich wspaniałe istoty i wierzę, że w głębi wszystkie są niewinne i piękne, nawet gdy nie zawsze zachowują się w uprzejmy sposób (co wynika z zaprogramowanego umysłu, a nie faktu, że są złe same w sobie). Dlatego zawsze szukam w kobiecie czegoś dobrego i wspaniałego, aby to w niej wzmocnić i docenić. W ten sposób im łatwej jest im dostrzec swoje wewnętrzne piękno i poradzić sobie ze słabościami.

Z takim nastawieniem mężczyzna nie potrzebuje uwodzenia czy jakichkolwiek sztuczek i technik. Jego prawdziwość i autentyczność w zupełności wystarcza, aby kobiety czuły się wspaniale w jego obecności i chciały spędzać z nim czas.

Po powrocie do domu odbyliśmy kilkugodzinną rozmowę. Zaczęliśmy od Jungowskich archetypów, które gruntownie przeanalizowaliśmy. Następnie podzieliłem się swoimi odkryciami w dziedzinie męskich archetypów oraz tym jak je w sobie odblokować.

Jak podczas każdej porannej czy wieczornej rozmowy, kursanci dzielili się swoimi głębokimi przemyśleniami i historiami, których nigdy nikomu nie mówili. Historie dotyczące swoich byłych partnerek, rodziców czy przeróżnych kompleksów.

Bardzo to doceniam i obserwuję od lat, że ta otwartość ma zasadnicze znaczenie. Gdy otwierasz się przed innymi mężczyznami i dzielisz tym, co do tej pory trzymałeś dla siebie, ten wewnętrzny ciężar się zmniejsza i łatwiej jest sobie z nim poradzić.

Dzień zakończyliśmy głęboką sesją odpuszczania wewnętrznych uraz i krytykowania/osądzania siebie.

DZIEŃ 3 - "Nie zmuszam się do niczego, robię co chce"

Ostatni dzień roku miał symboliczny charakter. Uczestnicy byli już gotowi na kolejny mocniejszy poziom rozmów. Nadszedł czas na te najważniejsze i najtrudniejsze tematy: dotyczące relacji z rodzicami, szukania akceptacji w kobietach, mitów dotyczących związków i zakładania rodziny.

Te rozmowy zajęły nam kilka godzin i były kluczowym elementem całego szkolenia.

Gdy się skończyły, nadszedł czas, aby się odprężyć. Postanowiliśmy wyruszyć na ostatnią w tym roku praktykę, aby przećwiczyć to, czego nie zrobiliśmy wcześniej.

Mimo niehandlowej niedzieli doskonale sobie poradziliśmy. Rozmawialiśmy na ulicach, deptakach, a nawet na dworcu, który okazał się idealnym miejscem (warto nauczyć się przełamywać w codziennych typowych sytuacjach).

Zrobiliśmy przerwę na pyszny posiłek we włoskiej restauracji, który ze względu na atmosferę, jaka nam towarzyszyła, uznaliśmy za idealne zakończenie roku.

Postanowiliśmy zrobić jeszcze jedną rundę rozmów. W ciągu kolejnych 2-3 godzin każdy miał skrajne inne doświadczenia, które pokazują, że mimo grupowego szkolenia, każdy ma swój indywidualny proces. Jeden z uczestników odbył jedną z najlepszych rozmów tego szkolenia, po której stwierdził, że więcej już nie potrzebuje.

Natomiast inni doświadczył sporego ‚przecieku emocjonalnego’, co symbolicznie pasowało do zostawienia tych emocji wraz z odchodzącym rokiem. Śmiał się, że 'wybiło mu szambo’ 🙂 Wiedzieliśmy jednak, że sobie poradzi. W takich momentach najlepiej to przeczekać bez opierania się tym emocjom. Gdy pozwolimy im się wyczerpać, zyskamy więcej wewnętrznej wolności.

Najważniejszy wniosek, który usłyszałem od jednego z nich:

Nie zmuszam się do niczego, robię co chce”

O takie chodzi nastawienie! Oczywiście w domyśle chodzi o niezmuszanie się do robienia na kobietach wrażenia i rozmawianie w naturalny sposób, bez gierek i masek.

Wróciliśmy się zregenerować, gdyż ten dzień miał jeszcze jeden ważny element – noc sylwestrowa.

Postanowiliśmy spędzić aj w dużym klubie, który mieścił się ok 100-200 metrów dalej. Co ważne, nikt z nas nie był typem klubowicza i każdy na co dzień z różnych przyczyn stroni od dyskotek i podobnych. Stwierdziliśmy jednak, że z racji symboliki tego dnia zrobimy wyjątek i pójdziemy tam bez presji i oczekiwań.

Poprzedziliśmy to wykładem o dynamice w takich miejscach oraz właściwym nastawieniu, ponieważ kluby to bardzo specyficzne miejsce, które rządzi się swoimi prawami. Opowiadałem o plusach, minusach oraz tym jak ‚przetrwać’ imprezę bez szkód emocjonalnych oraz jak zwiększyć prawdopodobieństwo zawarcia nowych znajomości.

Wyszliśmy z domu nieco wcześniej, aby doświadczyć magicznego momentu, w którym kilkaset osób odlicza do godziny 00:00, po czym wszyscy w radości skaczą oraz tulą się z nieznajomymi składając sobie życzenia 🙂

Z racji wysokiej dynamiki, nie sposób opisać wszystkich wydarzeń, które miały miejsce 🙂

Gdy po kilku godzinach byliśmy gotowi do wyjścia, jeden z uczestników został, aby poszukać dziewczyny, z którą wcześniej tańczył. Zostawiliśmy go z nadzieją, że zapewne wkrótce do nas wróci. Wyszliśmy.

Galeria zdjęć

Poniżej znajdziesz kilka zdjęć z Sylwestrowego Obozu

DZIEŃ 4 - „Wszedłem z buta w nowy rok”

Celem tego dnia było zrobienie gruntownego podsumowania oraz planu działania i rozwoju na najbliższe miesiące.

Zanim do tego doszło, zapytaliśmy tego uczestnika jak potoczyła się reszta nocy.

Okazało się, że finalnie wrócił o 8 rano 🙂

To nie wszystko. Po naszym wyjściu odnaleźli się w klubie i zostali razem już do końca. Opowiadał nam w szczegółach jak magiczny był ten wspólny czas, jak im się tańczyło i rozmawiało. Gdy zamknęli klub, poszli się przejść i przyszli do naszego mieszkania…

[tu zrobił chwilę przerwy i po chwili dodał:]

I tym samym przestałem być prawiczkiem :))

Co więcej, obydwoje chcieliby kontynuować tę znajomość. Kto wie jak to się potoczy 🙂

Cieszyłem się niezmiernie z jego doświadczenia! Pamiętam nasze długie rozmowy z Męskiego Obozu w Sopocie, gdy otwarł się przed nami i podzielił kompleksami w związku z tym, że nie ma jeszcze intymnych doświadczeń z kobietami. Rozmawialiśmy wtedy, że nie ma to niczego wspólnego z jego męskością i w żadnym wypadku nie jest przez to od nikogo gorszy.

Jak widać cierpliwość, odwaga i wewnętrzna praca nie poszły na marne.

Jak to sam podsumował:

Wszedłem z buta w nowy rok” 🙂

Tym akcentem kończymy szczątkową relację, w której nie sposób było ująć wszystkiego co się wydarzyło, by nie wyszła z tego książka. Dziękuję, że ją przeczytałeś!

Raz jeszcze dziękuję uczestnikom. Dziękuję za odwagę, szczególnie w tych trudnych momentach, które są nieuniknione. Dziękuję za Wasze poczucie humoru, które jest kluczem otwierającym wszystkie zamki!

Jeżeli również chciałbyś doświadczyć takiej przygody, zapraszam na Męski Obóz, który odbędzie się w wakacje (śledź maila, zapewne około maja będę podawał terminy). Do tego czasu zapraszam na indywidualne kursy weekendowe.

Życzę, aby ten rok był dla Ciebie najlepszym do tej pory!