Rozpoczęliśmy dzień od rozmowy o tym, jak przebiega ten proces. Wyjaśniłem, że całkowicie naturalnym jest uczucie chaosu czy wewnętrznego ‚placu budowy’. Moją rolą jest podważyć i zakwestionować to, w co wierzą na temat siebie, związków, atrakcyjności, kobiet czy miłości. To oznacza, że zanim człowiek osiągnie sukces w dowolnej dziedzinie, mus się najpierw odczarować i wybudzić z wielu iluzji, w których do tej pory żył.
Ten proces nie jest przyjemny, ale innej drogi nie ma 🙂
Zauważyliśmy, że powracającym tematem było poczucie braku bezpieczeństwa. Z tej okazji zrobiliśmy sesję uwalniania emocji, aby się temu przyjrzeć. Zakończyliśmy ją bardzo efektywną wizualizacją.
Ustaliliśmy, że tego dnia będziemy pracowali nad wewnętrznym luzem oraz pozwoleniem sobie na bycie bardziej niepoważnym. To absolutny fundament i podstawowy wniosek z mojej kilkunastoletniej pracy – za mało luzu i za dużo powagi!
Po porannym wykładzie nadszedł czas na praktykę. Dzień składał się z 3 „rund” po kilka godzin. Dwie pierwsze spędziliśmy w jednej galerii, a trzecią w centrum miasta.
Po każdej siadaliśmy razem i wyciągaliśmy wnioski, dzieliliśmy się przemyśleniami i pytaniami.
Podczas pierwszej dominował chaos, niechęć i opór. Ta część dnia była dla każdego trudna. Z uczestników wychodziły różne emocje, opory i frustracje. Tym samym mieliśmy okazję, aby w praktyce nauczyć się, na czym polega metoda akceptacji emocji.
W trakcie pierwszej przerwy poruszyliśmy kilka bardzo głębokich tematów, które bardzo zmieniają perspektywę. Dotyczyły zarówno poprzednich uczestników oraz ich wyzwań, jak i moich osobistych przeżyć. Dzięki temu uczestnicy nabrali dystansu do emocji i ujrzeli głębszy sens naszej pracy. To dla mnie bardzo ważne, aby jak najszybciej przestać traktować siebie, związki i kobiety w powierzchowny sposób, ponieważ pod powierzchnią kryje się nieskończenie piękna i fascynująca głębia!
Podczas drugiej części pojawiło się już więcej luzu i pierwsze efekty. Wykazywali więcej inicjatywy, pojawiły się też pierwsze żarty i wygłupy jak np. te pod jemiołą, która była zawieszona w galerii (gdy zauważyliśmy, że jakaś para lub dziewczyna pod nią przechodziła, śmialiśmy się, że musi teraz jak najszybciej kogoś pocałować, aby mieć szczęście w nowym roku 🙂 ).
Pod koniec drugiej „rundy”, gdy jedliśmy wspólny obiad, rozmawialiśmy o mitach dotyczących tzw. mężczyzn alfa, twardzieli, zamożnych i tych bardzo przystojnych. To bardzo ważne, aby zrozumieć, że kluczem jest to, jacy jesteśmy w środku, bo reszta to często gra pozorów. Mężczyźni, którzy swoim wyglądem i statusem stwarzają wrażenie doskonale radzących sobie z kobietami, często są bardzo nieśmiali i zblokowani. Jednocześnie inni, którzy nie wyglądają jak przysłowiowe ‚ciacho’, dzięki temu, że są wyluzowani, pewni i charyzmatyczni, doświadczają wspaniałych relacji z kobietami.
Trzecia runda była najbardziej odkrywcza. Prawie wszyscy zrealizowali poprzeczki, które na ten dzień wybrali.
Każdy wielokrotnie się przełamał. Padło również najważniejsze tego dnia stwierdzenie:
„Nie trzeba kombinować”
Jeden z uczestników doznał olśnienia, na które zawsze wyczekuję! Po rozmowie z kobietą, w której nikogo nie grał, uświadomił sobie, że kombinowanie jest całkowicie niepotrzebne. Tylko przeszkadza i wszystko utrudnia.
Miałem również okazję podzielić się sposobem, w jaki postrzegam kobiety. Widzę w nich wspaniałe istoty i wierzę, że w głębi wszystkie są niewinne i piękne, nawet gdy nie zawsze zachowują się w uprzejmy sposób (co wynika z zaprogramowanego umysłu, a nie faktu, że są złe same w sobie). Dlatego zawsze szukam w kobiecie czegoś dobrego i wspaniałego, aby to w niej wzmocnić i docenić. W ten sposób im łatwej jest im dostrzec swoje wewnętrzne piękno i poradzić sobie ze słabościami.
Z takim nastawieniem mężczyzna nie potrzebuje uwodzenia czy jakichkolwiek sztuczek i technik. Jego prawdziwość i autentyczność w zupełności wystarcza, aby kobiety czuły się wspaniale w jego obecności i chciały spędzać z nim czas.
Po powrocie do domu odbyliśmy kilkugodzinną rozmowę. Zaczęliśmy od Jungowskich archetypów, które gruntownie przeanalizowaliśmy. Następnie podzieliłem się swoimi odkryciami w dziedzinie męskich archetypów oraz tym jak je w sobie odblokować.
Jak podczas każdej porannej czy wieczornej rozmowy, kursanci dzielili się swoimi głębokimi przemyśleniami i historiami, których nigdy nikomu nie mówili. Historie dotyczące swoich byłych partnerek, rodziców czy przeróżnych kompleksów.
Bardzo to doceniam i obserwuję od lat, że ta otwartość ma zasadnicze znaczenie. Gdy otwierasz się przed innymi mężczyznami i dzielisz tym, co do tej pory trzymałeś dla siebie, ten wewnętrzny ciężar się zmniejsza i łatwiej jest sobie z nim poradzić.
Dzień zakończyliśmy głęboką sesją odpuszczania wewnętrznych uraz i krytykowania/osądzania siebie.